poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 38

*Alice*

Rozciągnęłam się wygodnie na łóżku myśląc o wszystkim i o niczym. Justin jak zwykle uciekł do biznesu, a ja zostałam sama w pokoju, by teraz patrzeć w sufit. Stwierdził, że gdybym się pogodziła z Gabrielle, to teraz nie byłoby problemu. Taa.. Jakby to było w jaki kol wiek sposób możliwe. Milionowy raz sięgnęłam po mój telefon i na nowo zaczęłam oglądać wszystkie opcje, zdjęcia, smsy. (Jakby tych ostatnich było dużo… Teraz nie mam z kim pisać, bo jak to twierdzą chłopcy „Nikomu nie można ufać”.)
Z westchnieniem odłożyłam telefon na łóżko. Wstałam i powoli zaczęłam przeglądać każdą szufladę, szafkę, czy regał w pokoju w nadziei, że natrafię na coś interesującego. Przyklęknęłam przy szafce, o której istnieniu wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, a moim oczom ukazało się około 20, czy może 30 książek. Uniosłam w zdziwieniu brwi przeglądając kolejne tytuły. Szukałam czegoś lekkiego, więc moje dłonie powędrowały do około 100stonnej książki. Obróciłam ją by spojrzeć na tytuł. „Pozwól mi odejść”*
Wzruszyłam ramionami i wróciłam z powrotem na łóżko. Ułożyłam sobie wygodnie poduszkę, opierając ją o wezgłowie, położyłam się i narzuciłam na siebie koc. Zagłębiłam się w lekturze do tego stopnia, że zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie. Gdy docierałam do ostatnich stron, łzy leciały ciurkiem z moich oczu. W końcu zdenerwowałam się do tego stopnia, że rzuciłam książką o ścianę i rzuciłam się na poduszkę zanosząc się spazmatycznym płaczem.
Po chwili poczułam dłoń pocierającą moje plecy. Podniosłam się lekko i zobaczyłam Justina patrzącego na mnie ze zmartwioną miną.
-Co się stało, Skarbie? –zapytał delikatnie.
-No—bo, ja-ja czyta-łam i ona-ona, jej nie ma, a on-ją-ko-cha –mówiłam między szlochami. Chłopak delikatnie zachichotał.
-To wszystko? Dlatego płaczesz? –zapytał z rozbawieniem w oczach. Skinęłam delikatnie i spuściłam głowę w dół pozwalając, by włosy zakryły moją twarz.
-Nie chowaj się. –Szepnął i chwycił mój podbródek między swoje palce podciągając go w górę. Spojrzał na mnie i na nowo zachichotał, po czym pocałował mnie w nos. Na moją twarz wkradł się nieśmiały uśmiech. Brunet zaczął całować mnie kolejno w policzki, czoło, oczy, brodę, aż skończył na ustach.  Zaśmiałam się z niego i przyciągnęłam go na nowo do delikatnego pocałunku.
-Mmmmm.. –wymruczał. Odsunęłam się i posłałam mu szczery uśmiech, który odwzajemnił. –Posuń się.
Wsunął się obok mnie i przykrył nas kołdrą tuląc mnie do siebie. Jak zawsze po płaczu, zrobiłam się bardzo senna. Wygodna pozycja i ciepło jego ciała usypiało mnie jeszcze bardziej. Gdy już moje powieki opadły i powoli zapadałam w sen, chłopak mnie szturchnął delikatnie. Spojrzałam na niego z dołu zmęczona.
-Nie śpij.
-Uhyym.. –mruknęłam i na nowo zamknęłam moje powieki. Ale chłopak miał chyba inne plany.
-Chodź –mruknął i zdjął mnie z siebie zrywając się z łóżka.
-Co? –zapytałam zdezorientowana.
-Wstawaj, no… Chyba, że chcesz żebym ci pomógł. –Zaczął powoli podchodzić do mnie z drapieżnym uśmieszkiem, ale byłam na tyle otumaniona, że ledwo rejestrowałam co się dzieje. Chłopak już praktycznie nade mną wisiał, gdy nagle zaczął mnie gilgotać po brzuchu. Przez zaskoczenie tak bardzo mnie to rozbudziło, że aż praktycznie zabolało.
-Prze-stań! Wstaj-ę już! Ju-stin! –krzyczałam przez śmiech. –Bł-agam! –wykrzyknęłam, aż łzy zaczęły formować się w moich oczach. Gdy w końcu się nade mną ulitował, sięgnęłam po poduszkę i rzuciłam nią w niego.
-Dupek! –warknęłam i wystawiłam mu język, na co dostałam jego rozbawiony uśmiech. –W co mam się ubrać?
-Strój kąpielowy. –powiedział, a ja spojrzałam na niego jakby miał pięć głów.
-Nie patrz tak na mnie, tylko się ubieraj i chodź. –podszedł do szafy i wyciągnął z niej kąpielówki. Zdjął spodnie i bokserki, a ja lekko zawstydzona odwróciłam wzrok. Zwlokłam się z łóżka i podeszłam do moich ubrań. Zaczęłam szukać mojego stroju, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć.
-Justin?
-No?
-Nie mam stroju. –przygryzłam wargę. Chłopak zmarszczył brwi i zaczął szukać.
-Dziwne, przecież go gdzieś tu wsadzałem. –Gdy jego poszukiwania dalej nie przynosiły efektów, zamknął szufladę. –Chodź.
Wziął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.
-Gdzie idziemy?
-Popływać. –odpowiedział, jak gdyby nigdy nic.
-Ale ja nie mam stroju, zapomniałeś?
-To nie problem. –otworzył drzwi na taras, a mi ukazał się wielki basen z widokiem na całe miasto. Opadła mi szczęka, gdy tylko to zobaczyłam. Takie rzeczy się zawsze widywało w posiadłościach jak u Lady Gagi, czy Rhianny, a co dopiero ja mogłam z tego skorzystać.
-Woooow. –powiedziałam wstrzymując oddech.
-Pięknie, co? –uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Zdjął koszulkę i spodnie.
-Ale jak ja mam się kąpać?
-Bez stroju. –powiedział, jakby to była rozmowa o pogodzie.
-Na Waleta? Pogrzało cię? Jeszcze ktoś mnie tu zobaczy!
-Nikt tu cie nie zobaczy. –spojrzałam na okna za nami.
-Są przyciemniane. Obiecuję, że nikt nas tu nie zobaczy.
Wahałam się jeszcze trochę czasu, aż po prostu zdjęłam bluzkę i spodenki. Z racji, że w tych ciuchach spałam, nie zakładałam bielizny.
Justin od razu przeleciał wzrokiem po mojej nagiej skórze.
-Ale, skoro ja na Waleta, to ty też. –powiedziałam.
-Dla takich widoków warto. –powiedział i zdjął swoje kąpielówki patrząc cały czas na moje ciało.
-Oczy mam wyżej. –warknęłam zirytowana jego zachowaniem.
-wybacz Skabie. –powiedział, na co przewróciłam oczami i z rozbiegu wskoczyłam do basenu. Ku mojemu zaskoczeniu woda nie była zimna. Była po prostu przyjemnie ciepła, ale idealnie jak do basenu. Wynurzyłam się z wody i zobaczyłam, że chłopaka nie ma już ba brzegu. Zaczęłam się za nim rozglądać, gdy para ramion przytuliła mnie od tyłu. Uśmiechnęłam się i odwróciłam łącząc moje usta z pulchnymi ustami chłopaka. Brunet zamruczał i pogłębił pocałunek, na co owinęłam go nogami w pasie. W duchu pogratulowałam sobie, że ogoliłam się wieczór wcześniej. Justin ścisnął moje pośladku na co jęknęłam. Poczułam nagle jego członka napierającego na moją dolną strefę. Uśmiechnęłam się przez pocałunek, czego chłopak nie zauważył, i całym ciężarem ciała naparłam na niego, tak, że nieświadomy moich poczynań poszedł pod wodę. Ze śmiechu  zapomniałam, że jest tu trochę głębiej i zanurkowałam pod wodę. Wypłynęłam kaszląc i się śmiejąc. Wytarłam oczy i zorientowałam się, że szatyna znowu nigdzie nie ma. Gdy nagle rozszerzył mi nogi i wziął mnie na barki myślałam, że moje serce wyskoczy ze strachu z klatki piersiowej.
-Justin! –krzyknęłam i złapałam się jego głowy dla zachowania lepszej równowagi. Zorientowałam się wtedy, że zamiast być przodem do Tymu jego głowy, chłopak był do mnie, a raczej mojej waginy, zwrócony twarzą. Poczułam się krępująco i czułam róż wpływający na moje policzki. Brunet tylko posłał mi przelotne spojrzenie i zanurzył językiem w moim kroczu. Przyjemność rozlała się po moim organizmie do tego stopnia, że dostałam dreszczy.
-Ju-stin! –wysapałam, gdy jeździł językiem po mojej łechtaczce. Chłopak dawał mi coraz więcej przyjemności, a gdy miała w końcu dojść zrzucił mnie ze swoich barków do wody. To było tak zaskakujące, że chyba połknęłam litr wody. Wynurzyłam się kaszląc i się krztusząc. Podpłynęłam do miejsca, gdzie mogłam swobodnie stać i pozwoliłam mojemu organizmowi na pozbywanie się wody. Od pieczenia w nosie łzy podpłynęły mi do oczu.
-Karma jest suką. –Uśmiechnął się cwanie, na co tylko wyszłam z basenu. –Ej, skarbie! –krzyknął za mną i podpływał do barierki. Ubrałam w tym czasie spodenki i bluzkę, nie martwiąc się tym, by się wytrzeć i wyszłam z tarasu. Szłam szybkim krokiem do pokoju, co jakiś czas kaszląc. Co jak co, ale to już nie było zabawne.
-Alice! –krzyknął zdesperowany i zaczął do mnie biec. –Przepraszam. –powiedział, gdy był już naprzeciwko mnie. Zignorowałam go i twardo szłam dalej. –Nie wiedziałem, że tak bardzo się zachłyśniesz. Przepraszam.
Otworzyłam drzwi sypialni i weszłam do środka. Cały czas chłopak za mną podążał. Chcąc się na nim odegrać zdjęłam przemoknięte już ubrania i sięgnęłam po ręcznik. Zaczęłam się nim powoli, lecz dokładnie wycierać. W końcu pochyliłam się do przody wypinając lekko pupę, by otrzeć trochę włosy, a na koniec związać je w turban. Cały czas czułam na sobie wzrok chłopaka i  w duchu tylko skakałam fikołki. Tylko się nie wycofuj. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej moją śliczną koronkową bieliznę. Zaczęłam ją powoli nakładać, a gdy się obróciłam by podejść do łóżka, Justin warknął i się na mnie rzucił. Zaczął mnie gwałtownie całować, a jego ręce błądziły po całym moim ciele. Z przyjemnością oddałam się temu uczuciowi. Owinęłam ramiona wokół jego karku zaczęłam ciągnąc go za włosy. Justin podniósł mnie ściskając moje pośladki, a ja owinęłam nogi wokół jego bioder ocierając się o jego twardego już przyjaciela. Jęknęłam z podniecenia, na co chłopak rzucił mnie na łóżko nie odrywając od siebie naszych ust. Ręcznik już dawno spadł mi na podłogę, a mokre włosy, czy mokry Justin –wcale nam to nie przeszkadzało.
Namiętność jaka nam zawsze towarzyszy jest czymś niezwykłym. Jest niedopisania. Nie wiem czym sobie na takie coś zasłużyłam. Justin jest idealny, potrafi wyczuć każdą moją najmniejszą potrzebę i vice versa. Jesteśmy po prostu jednością. Jakby to ode mnie zależało, nigdy nie kończyłabym tej cudownej chwili. Ale, jak wiadomo, zazwyczaj nie dzieje się, jakbym sobie tego życzyła.


**************************************************************************

Powitajmy nowy rozdział  :) przepraszam za kolejną długą nieobecność, ale strasznie mi zależało na końcowej średniej i musiałam wszystko poprawić, z racji, ze nie chciało mi się tego robić wcześniej. Ale się opłaciło :)
Co mnie też zachęciło? KOMENTARZE. Czytam każdy komentarz, więc dziękuję za te wszystkie miłe słowa.
@imhere2loveyou
I PRZEPRASZAM ZA BŁEDY, ALE MUSZE IŚĆ JESZCZE NA OGRÓD, A CIEMNO, WIĘC NIE MAM CZASU ICH POPRAWIĆ ;-;